Tytuł oryginalny: Goodbye Days
Autor: Jeff Zentner
Liczba stron: 429
Wydawnictwo: Jaguar
"Gdzie jesteście, chłopaki? ODPISZCIE."
Jeden sms wysłany przez Carvera Briggsa sprawia, że jego życie diametralnie się zmienia. W trakcie odpisywania na wiadomość, trójka jego przyjaciół - Blake, Eli oraz Mars - ma wypadek samochodowy i ginie na miejscu... Jednak chłopak nie może w spokoju odbywać swojej żałoby.
Niektórzy z opiekunów zmarłych nastolatków winią go za zaistniałe zdarzenie, a jeden z nich, szanowany sędzia Edwards, zgłasza sprawę do prokuratury, przez co Carverowi grozi więzienie. Gdyby tego było mało, siostra zmarłego Eli'ego, Adair, potępia go i sprawia, że uczniowie ich szkoły odwracają się od niego.
Jedynymi światełkami w czarnym tunelu są jego siostra i dziewczyna jednego ze zmarłych kumpli, w których znajduje oparcie i szczere wsparcie duchowe.
Jak ma żyć Carver, gdy w jego sercu ciągle tli się ogień żalu i poczucia winy, a ludzie tylko podsycają jego, już i tak okropne, wyrzuty sumienia?
---
Nie, "Goodbye Days" to nie książka o chęci popełnienia samobójstwa. Od razu o tym wspominam, ponieważ z mojego opisu można by wpaść na ten, jakże absurdalny, pomysł.
Ta historia to niesamowite przeciwieństwo chęci końca życia. To opowieść o smutku, walce z poczuciem winy; o tym, że żywym jest o wiele ciężej w ich egzystencji niż tym, których już nie ma.
Słodko-gorzka - z naciskiem na to drugie - historia, w której tkwi wiele opisanego smutku, ale też nadziei, dzięki której utwierdzamy się w przekonaniu, że warto żyć.
"Być może wszystkie nasze uczynki i słowa przypominają wrzucane do stawu kamyki - kręgi na wodzie rozchodzą się szeroko, stopniowo coraz szerzej, aż wreszcie zderzają się z brzegiem i znikają."
"Wszechświat, los, są okrutne i ślepe. Wszystko, co się wydarza, ma bardzo wiele przyczyn. Do niektórych zdarzeń dochodzi w ogóle bez przyczyny. Nikt z nas nie jest dość silny, by udźwignąć ciężar odpowiedzialności za kaprysy świata. Zresztą byłoby to nieuczciwe."
"Rzeczy straszne bywają równie święte jak te piękne. Na swój sposób."
Za możliwość przeczytania tej książki gorąco dziękuję
Autor: Jeff Zentner
Liczba stron: 429
Wydawnictwo: Jaguar
"Gdzie jesteście, chłopaki? ODPISZCIE."
Jeden sms wysłany przez Carvera Briggsa sprawia, że jego życie diametralnie się zmienia. W trakcie odpisywania na wiadomość, trójka jego przyjaciół - Blake, Eli oraz Mars - ma wypadek samochodowy i ginie na miejscu... Jednak chłopak nie może w spokoju odbywać swojej żałoby.
Niektórzy z opiekunów zmarłych nastolatków winią go za zaistniałe zdarzenie, a jeden z nich, szanowany sędzia Edwards, zgłasza sprawę do prokuratury, przez co Carverowi grozi więzienie. Gdyby tego było mało, siostra zmarłego Eli'ego, Adair, potępia go i sprawia, że uczniowie ich szkoły odwracają się od niego.
Jedynymi światełkami w czarnym tunelu są jego siostra i dziewczyna jednego ze zmarłych kumpli, w których znajduje oparcie i szczere wsparcie duchowe.
Jak ma żyć Carver, gdy w jego sercu ciągle tli się ogień żalu i poczucia winy, a ludzie tylko podsycają jego, już i tak okropne, wyrzuty sumienia?
---
Nie, "Goodbye Days" to nie książka o chęci popełnienia samobójstwa. Od razu o tym wspominam, ponieważ z mojego opisu można by wpaść na ten, jakże absurdalny, pomysł.
Ta historia to niesamowite przeciwieństwo chęci końca życia. To opowieść o smutku, walce z poczuciem winy; o tym, że żywym jest o wiele ciężej w ich egzystencji niż tym, których już nie ma.
Słodko-gorzka - z naciskiem na to drugie - historia, w której tkwi wiele opisanego smutku, ale też nadziei, dzięki której utwierdzamy się w przekonaniu, że warto żyć.
"Być może wszystkie nasze uczynki i słowa przypominają wrzucane do stawu kamyki - kręgi na wodzie rozchodzą się szeroko, stopniowo coraz szerzej, aż wreszcie zderzają się z brzegiem i znikają."
Carver Briggs jest szczęśliwym siedemnastolatkiem - w szkole idzie mu całkiem dobrze, dogaduje się z rodzicami i siostrą oraz ma najlepszą ekipę kumpli, jaką tylko mógł sobie wyobrazić. Brygada Sos - bo tak się nazwali - była nierozłączna. Czterech chłopaków z osobistymi problemami, wielkimi ambicjami i marzeniami stopniowo się odnajdywała i poznawała, aż w końcu stała się nierozłączna... Do momentu, gdy wydarzył się wypadek i znaczna część jej członków straciła życie.
Jak to się mogło stać?
Sporo osób obwinia właśnie Carvera - jedynego żyjącego członka Brygady. Młody pisarz-marzyciel staje się trochę apatyczny, dręczy go poczucie winy i strach przed nieznaną, malującą się w nie najlepszych kolorach, przyszłością. Lęk przed opinią uczniów jego szkoły (otwarte ataki siostry bliźniaczki Eli'ego), niepewność co do zachowania opiekunów zmarłych i innych otaczających go ludzi. To wszystko sprawia, że Briggs od czasu do czasu miewa również napady lękowe, które utrudniają mu życie... Ale nie rezygnuje z niego, nie chce rezygnować.
Sporo osób obwinia właśnie Carvera - jedynego żyjącego członka Brygady. Młody pisarz-marzyciel staje się trochę apatyczny, dręczy go poczucie winy i strach przed nieznaną, malującą się w nie najlepszych kolorach, przyszłością. Lęk przed opinią uczniów jego szkoły (otwarte ataki siostry bliźniaczki Eli'ego), niepewność co do zachowania opiekunów zmarłych i innych otaczających go ludzi. To wszystko sprawia, że Briggs od czasu do czasu miewa również napady lękowe, które utrudniają mu życie... Ale nie rezygnuje z niego, nie chce rezygnować.
Osobami, które wspierają chłopaka są:
* Jesmyn, dziewczyna zmarłego przyjaciela (Eli), dzięki której Carver czuje, że żyje
* babunia Betsy (Blake), przez cały czas wierząca w jego niewinność
* jego rodzice, ale niezbyt chce się przed nimi otworzyć
* starsza siostra, która od małego broni go jak lwica swoich młodych
* psycholog, do odwiedzin którego został zmuszony przez siostrę
Dzięki tej szóstce, nastolatek nie poddał się swoim złym duchom i walczył o wolny oddech, o prawo do żałoby, o zerwanie z poczuciem winy.
Carver to postać, której współczułam, ale również bardzo go polubiłam. Nie był on zbyt przerysowany, nie bał się okazywać swojej słabości i uczuć, ale nie był również życiowym nieudacznikiem czy szarą myszką, która boi się wyściubić nosa ze swojej norki. Ze swoimi problemami, wiadomo, najchętniej radziłby sobie sam, ale ma na tyle oleju w głowie, by pozwolić sobie pomóc, za co szczerze go podziwiałam. Najbardziej zaimponował mi swoją duchową siłą, która kazała mu być - nie zapominać o tym co się stało, ale żyć tak, aby nie zmarnować sobie przyszłości. Właśnie to najbardziej uderzyło mnie w serducho w tej książce, bo sama mam w swoim najbliższym otoczeniu trójkę niezwykłych dziewczyn, z którymi strach byłoby się rozstać...
"Wszechświat, los, są okrutne i ślepe. Wszystko, co się wydarza, ma bardzo wiele przyczyn. Do niektórych zdarzeń dochodzi w ogóle bez przyczyny. Nikt z nas nie jest dość silny, by udźwignąć ciężar odpowiedzialności za kaprysy świata. Zresztą byłoby to nieuczciwe."
Sięgając po "Goodbye Days" nie wiedziałam, czego powinnam się spodziewać. Przyznam się szczerze, że nawet nie przeczytałam wcześniej całego opisu tej książki - wiedziałam jedynie takie totalnie ogólne informacje. Tym większe było moje zdziwienie, gdy po naprawdę pięknej dedykacji, z marszu dostałam takie oto pierwsze zdanie: "Niewykluczone, że zabiłem trzech moich najlepszych przyjaciół" - już ono sprawiło, że moje oczy, serce i dusza po prostu popłynęły z prądem tej historii.
Autor doskonale poprowadził fabułę, która była dość dynamiczna i ciekawa, no i przede wszystkim niebanalna, choć głównym bohaterem jest nastolatek. Carver musiał zmienić swoje dotychczasowe życie i w tydzień stał się "siedemnastoletnim ekspertem od pogrzebów". Razem z nim możemy przeżywać czas niespokojnej żałoby, chodzić do szkoły, w której ludzie czują do nas niechęć, no i najważniejsza rzecz, o której nie wspominałam wcześniej - przeżywamy dni pamięci. Dzień pamięci to dzień, który Carver spędza z rodziną zmarłego przyjaciela wspominając go, wymieniając się z nimi różnymi informacjami na jego temat, opowiadając różne anegdotki z nim związane. Jak wiadomo, każdy człowiek na różne rzeczy i zdarzenia reaguje inaczej, dlatego też bardzo cieszę się z pomysłu na te spotkania - dzięki temu możemy dokładniej przyjrzeć się postaciom opisanym w książce; ich charakterom, zachowaniom i przede wszystkim podejściu do głównego bohatera.
Warto również wspomnieć o tym, że autor wplótł we właściwą historię również retrospekcje - spotkania Brygady Sos, przez które śmiejemy się przez łzy. Dzięki nim możemy lepiej poznać nie tylko zmarłych nastolatków, ale również to, jak bardzo zżyty był z nimi główny bohater.
"Dość rzadko mamy okazję pokochać człowieka za to, że uratował nas przed utonięciem lub wyniósł z płonącego budynku. Najczęściej ludzie zasługują na naszą miłość dzięki temu, że ratują nas na milion banalnych, drobnych sposobów przed samotnością."Warto również wspomnieć o tym, że autor wplótł we właściwą historię również retrospekcje - spotkania Brygady Sos, przez które śmiejemy się przez łzy. Dzięki nim możemy lepiej poznać nie tylko zmarłych nastolatków, ale również to, jak bardzo zżyty był z nimi główny bohater.
Jeff Zentner, czyli autor naszej historii, jest muzykiem - wiedzieliście o tym? Ja z początku nie miałam bladego pojęcia, jednak jego styl pisania sprawił, że podświadomie poczułam, że to człowiek o wrażliwej duszy artysty. Kiedy na kartach powieści spotkałam się z wieloma naprawdę głębokimi przemyśleniami oraz pięknymi porównaniami i metaforami - m. in. porównywał on muzykę do przyrody - poczułam coś... Nie mam pojęcia co to było, ale ja po prostu chciałam chłonąć jak gąbka słowa napisane przez Zentnera - chłonęłam, pochłaniałam, pałaszowałam, ślizgałam się strona po stronie, aż w końcu nie zostało mi nic... I autentycznie zaczęłam płakać, bo potrzebowałam więcej i więcej, i więcej.
Autor "Goodbye Days" ma wielki dar nie tylko do pisania o uczuciach i wzruszania przez to czytelników, ale również stworzył wielowarstwowe postacie, dzięki którym powieść wydawała się bardziej trójwymiarowa, prawdziwa i w jakiś sposób pełna, co bardzo sobie w książkach cenię.
Autor "Goodbye Days" ma wielki dar nie tylko do pisania o uczuciach i wzruszania przez to czytelników, ale również stworzył wielowarstwowe postacie, dzięki którym powieść wydawała się bardziej trójwymiarowa, prawdziwa i w jakiś sposób pełna, co bardzo sobie w książkach cenię.
"Rzeczy straszne bywają równie święte jak te piękne. Na swój sposób."
Co mogłabym jeszcze napisać o "Goodbye Days"? Myślę, że już nic i nie będę Was już więcej zanudzała swoim przydługim paplaniem o wszystkim i o niczym...
Aczkolwiek uważam, że książka o której dzisiaj mowa jest naprawdę niezwykłą historią o stracie, smutku i poczuciu winy, które jednak nie są na tyle silne, aby zniszczyć ludzką nadzieję i chęć życia.
Pamiętajcie - choć świat się wali, życie ma sens i warto czerpać z niego pełnymi garściami każdego dnia, żeby kiedyś nie obudzić się i nie pomyśleć: "Dlaczego wszystko poszło nie tak? Dlatego, że nie miałem/łam odwagi zrobić tego tak, jak chciałem/łam".
Carpe diem, Moi Drodzy, Carpe diem!
~Wilcza Dama
Za możliwość przeczytania tej książki gorąco dziękuję


O kochana, gratuluję współpracy z Jaguarem :D
OdpowiedzUsuńKsiążkę kojarzę z bookstagrama i z kilku innych blogów, mam ją również na swojej liście tytułów, które chciałabym przeczytać, co z pewnością kiedyś zrobię, ale kwestia teraz kiedy dokładnie xd
Obsession With Books
Bardzo dziękuję! Mega się z niej cieszę. ♥
UsuńKsiążka warta przeczytania i bardzo dobrze, że jest na Twojej liście... A kiedy ją przeczytasz, to już rzeczywiście inna bajka, bo wiem, jak to jest z takowymi listami (przecież każdy Książkożerca taką posiada, a niejeden zwie ją "książkowym czyśccem"). :D