Tytuł: W linii prostej
Tytuł oryginalny: As the Crow Flies
Autor: Damien Boyd
Cykl: Komisarz Nick Dixon (tom I)
Wydawnictwo: Editio (Black)
Liczba stron: 188
Jake Fayter, podczas jednej ze swoich licznych wypraw wspinaczkowych odpada od skały i ginie na miejscu. Wszystko wskazuje na to, że jego śmierć była wypadkiem - zero dowodów na działanie osób zewnętrznych. Jest jedynie odwiązany węzeł trzymający wszystko w ryzach, który wskazuje na niedopatrzenie zmarłego... Jednak takie coś nie byłoby podobne do tak dobrego i doświadczonego wspinacza jakim był Fayter, a przynajmniej tak sądzi komisarz Dixon.
Nick, który przez dłuższy czas był towarzyszem wypraw Jake'a nie może uwierzyć w to, że jego były towarzysz mógł popełnić błąd i w zły sposób zawiązać sznur, przez co przygląda się sprawie jego śmierci trochę dokładniej.
To, czego się dowiaduje sprawia, że zaczyna w zupełnie inny sposób patrzeć na Faytera oraz całą sprawę jego śmierci, a wszystko to zaczyna być coraz bardziej skomplikowane i niebezpieczne...
---
"(...) każdy musi sobie radzić z żalem na swój własny sposób."
Jak pisze autor? Dobrze. Nie z polotem, nie świetnie, nie bardzo dobrze. Po prostu dobrze. Już na samym początku, Damien Boyd serwuje nam dawkę informacji o górskich szlakach, sprzęcie potrzebnym do wspinaczki itp., co sprawia czytelnikowi nie lada kłopot, jeśli nie jest zbyt dobrze obeznany z tymi klimatami (nie bez przyczyny z tyłu książki znajduję się słowniczek z różnymi pojęciami). Oprócz tego, dostajemy też dość sporo nazw miejscowości oraz ich krótkich opisów, które co prawda lekko nakierowują nas w stronę tego, jak te miejsca powinny wyglądać... ale ostatecznie wszystko trzeba zostawić swojej wyobraźni.
"(o szczupaku) - Ta pani będzie musiała jeszcze kiedyś stoczyć swoją walkę.
- Pani? - spytała Jane.
- Można rozpoznać po rozmiarach, że to samica. Osobniki płci męskiej nie osiągają takiej długości.
- Cóż za ironia."
Za możliwość przeczytania tej pozycji serdecznie dziękuję
Jake Fayter, podczas jednej ze swoich licznych wypraw wspinaczkowych odpada od skały i ginie na miejscu. Wszystko wskazuje na to, że jego śmierć była wypadkiem - zero dowodów na działanie osób zewnętrznych. Jest jedynie odwiązany węzeł trzymający wszystko w ryzach, który wskazuje na niedopatrzenie zmarłego... Jednak takie coś nie byłoby podobne do tak dobrego i doświadczonego wspinacza jakim był Fayter, a przynajmniej tak sądzi komisarz Dixon.
Nick, który przez dłuższy czas był towarzyszem wypraw Jake'a nie może uwierzyć w to, że jego były towarzysz mógł popełnić błąd i w zły sposób zawiązać sznur, przez co przygląda się sprawie jego śmierci trochę dokładniej.
To, czego się dowiaduje sprawia, że zaczyna w zupełnie inny sposób patrzeć na Faytera oraz całą sprawę jego śmierci, a wszystko to zaczyna być coraz bardziej skomplikowane i niebezpieczne...
---
Nick Dixon to człowiek temperamentny, który po trupach dąży do celu... Tak w przenośni, jak i dosłownie. Ponadto, można o nim powiedzieć, że jest po prostu równym gościem, ponieważ pomimo swojego stanowiska i pewnego siebie tonu wydawania poleceń, potrafi słuchać swoich podwładnych i rozważać ich słowa. Komisarz poza pracą to kinoman oraz właściciel psa, Monty'ego, z którym bardzo lubi wychodzić na spacery, oglądając przy okazji malowniczą, nadmorską okolicę. Wcześniej uwielbiał też chodzić w góry, kiedy to pokonywał z Jake'iem Fayterem coraz to nowe i trudniejsze trasy wspinaczkowe...
Polubiłam Nicka za jego upór - gdy obrał sobie jakiś cel, nie było na niego mocnych, będących w stanie go od niego odciągnąć. Imponował mi również jego spokój i opanowanie, ponieważ nawet w sytuacjach krytycznych nie dawał się wyprowadzić z równowagi. Oprócz tego, niektóre teksty Dixona sprawiły, że przez dość długi czas z moich ust nie schodził uśmiech.
Fabuła książki została skonstruowana dość płynnie i sensownie, jednak obyło się bez fajerwerków. Przyznam się szczerze, iż większość faktów, o których dowiadujemy się na kolejnych stronach książki, zaskoczyła mnie i sprawiła, że z ciekawością czekałam na rozwój dalszych wydarzeń. Bardzo możliwe jest również to, że od samego początku domyślałam się zakończenia powieści... aż do przedostatniego rozdziału. Ostatni rozdział za to zaskoczył mnie i w pełni usatysfakcjonował.
Jak pisze autor? Dobrze. Nie z polotem, nie świetnie, nie bardzo dobrze. Po prostu dobrze. Już na samym początku, Damien Boyd serwuje nam dawkę informacji o górskich szlakach, sprzęcie potrzebnym do wspinaczki itp., co sprawia czytelnikowi nie lada kłopot, jeśli nie jest zbyt dobrze obeznany z tymi klimatami (nie bez przyczyny z tyłu książki znajduję się słowniczek z różnymi pojęciami). Oprócz tego, dostajemy też dość sporo nazw miejscowości oraz ich krótkich opisów, które co prawda lekko nakierowują nas w stronę tego, jak te miejsca powinny wyglądać... ale ostatecznie wszystko trzeba zostawić swojej wyobraźni.
Najbardziej denerwującą mnie sprawą "W linii prostej" okazały się postacie, których było ciut za dużo jak na niespełna 200-stronicową książkę oraz fakt, że podporządkowywały się one każdemu słowu Nicka. Naprawdę mocno irytowali mnie ci bezbarwni, totalnie nijacy bohaterowie, prowadzeni słowem Dixona jak głupiutkie owce na rzeź (oczywiście w przenośni, ale przekaz jest raczej oczywisty).
"(o szczupaku) - Ta pani będzie musiała jeszcze kiedyś stoczyć swoją walkę.
- Pani? - spytała Jane.
- Można rozpoznać po rozmiarach, że to samica. Osobniki płci męskiej nie osiągają takiej długości.
- Cóż za ironia."
Podsumowując: "W linii prostej" Damiena Boyda to kryminał, który ma swoje dobre i złe strony. Styl autora może być trochę męczący, tak samo jak i wykreowane przez niego postacie drugoplanowe, ale fabuła i główny bohater potrafią sami się obronić. Co prawda pierwszy tom serii o komisarzu Nicku Dixonie nie trafia na półkę z moimi ulubionymi powieściami, ale z pewnością sięgnę po jego kontynuację, gdy tylko pojawi się w księgarniach, bo spędziłam z tą książką naprawdę udany wieczór. ;)
~Wilcza Dama
Za możliwość przeczytania tej pozycji serdecznie dziękuję


Książka wydała mi się bardzo ciekawa, najbardziej zachęcał mnie do niej główny bohater, jednak gdy wspomniałaś o pobocznych postaciach hmm... już nie wiem czy tak bardzo chcę po tę książkę sięgnąć. Ponieważ jednak nie wszystko jest idealne, może kiedyś dam szanse tej książce i ją przeczytam :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ♥
Jak sama wspomniałaś - nie wszystko jest idealne, nigdy. Sądzę jednak, że książką ta nie jest taka znowu najgorsza, więc warto dać jej szansę, szczególnie, iż kolejne tomy mogą okazać się o wiele lepsze. Ja to się mówi - pożyjemy, zobaczymy. ;)
UsuńAle zrobiłaś! Teraz nie wiem czy powinnam tę książkę sobie kupić czy nie. Z jednej strony wszystko brzmi ciekawie, ale z drugiej są też minusy, jak męczący styl autora... Choć myślę, że skoro fabuła da się obronić to może jednak się skuszę. W końcu nie każdy pisze idealnie! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
books-hoolic.blogspot.com
Dokładnie! Nie zawsze wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, szczególnie, że "W linii prostej" to dopiero początek serii - a nuż, autor w kontynuacji zrobi nam wielkie "WOW" i zapomnimy o tym, iż pierwszy tom nie był zbyt efektowny. ;)
Usuń