Tytuł: Przebudzenie Olivii
Tytuł oryginalny: Waking Olivia
Autorka: Elizabeth O'Roark
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Kobiece
W życiu Willa Langstroma nic nie idzie po jego myśli. Mężczyzna musi porzucić to, co kocha, i przejąć zadłużone ranczo po zmarłym ojcu. Ponadto zatrudnia się jako trener, trzymający pieczę nad żeńską drużyną lekkoatletyczną... do której, na domiar złego, dołącza nowa uczennica o dość kiepskiej reputacji i duchu buntowniczki.
Olivia Finnegan boryka się z traumatyczną przeszłością, która ciągle nie daje jej spokoju. Dziewczyna musi sama radzić sobie w świecie, gdzie trudno komukolwiek zaufać. Jej tarczą staje się zgryźliwość, wredota i siła fizyczna... Aż do czasu, gdy nowy trener coraz to bardziej dociekle próbuje rozgryźć, co jej dolega.
Bezczelność tańcząca ze strachem, przeszłość pukająca w okno siły, miłość całująca niepewność.
Jak pokonać wczoraj, przeżyć dzisiaj i walczyć o jutro, gdy wciąż coś idzie nie tak?
„(...) pewne rzeczy na świecie są zbyt potężne, zbyt wielkie, żeby móc się przed nimi obronić.”
Uwielbiam fantastykę, kryminały, młodzieżówki, etc., ale to jednak po romanse ostatnimi czasy sięgam najczęściej. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Dlaczego o tym wspominam? Też nie wiem, choć zawsze mogę się bronić tym, że dzięki rozległej - ależ oczyyywiście - wiedzy o tego typu literaturze, mogę być bardziej wybredna i uciążliwa... Chociaż to tłumaczenie nie ma sensu, bo dzisiaj mowa o książce, której wytknę tylko troszkę niedoskonałości, bo tak ogólnie, to jest naprawdę okej.
A więc sprawdźmy, o co chodzi z tym całym „Przebudzeniem Olivii”, które wcale nie było erotykiem jakiego spodziewałam się po okładce czy opisie. 🙈
„Miłość polega na tym, żeby robić to, co dla drugiego najlepsze.”
Olivia jest samotną nastolatką, poniekąd, z wyboru - stroni od ludzi jak wilk od ognia, ponieważ nie potrafi im zaufać. Sama skrywa tajemnice, przebłyski przeszłości, które w negatywny sposób odbijają się na jej teraźniejszości. Jako młoda lekkoatletka musi dbać o swoją kondycję oraz zdrowie tak fizyczne, jak i psychiczne... Tylko jak ma to robić, gdy nazbyt często wracają koszmary, a nie jest w stanie powiedzieć o tym nikomu? Pod maską twardej, buntowniczej i niepokornej kobiety musi odnaleźć sobie miejsce w nowej szkole, no i, co ważniejsze, drużynie sportowej ze znienawidzonym przez nią od samego początku Willem Langstromem na czele.
Will to mężczyzna, na którego barki spadło zbyt wiele, zbyt szybko i przez zbyt duże poczucie winy. Porzucając to, co kocha, musi zająć się rodzinnym ranczem oraz długami nagromadzonymi przez lata. Zatrudniając się w miejscowej szkole jeszcze nie wiedział, że będzie mu dane pracować z piękną i zdolną, ale niezwykle niewdzięczną i pyskatą Olivią, stającą się jego górą lodową pośród tysiąca innych problemów... Jednak po jakimś czasie coś się zmienia. Will zauważa w dziewczynie coś innego, jakieś okruchy delikatności i łagodności, przez co jest gotów skrawek po skrawku poznawać jej dziką, tajemniczą naturę i duszę otoczoną cieniami.
W tym miejscu przyznaję się bez bicia - z początku w ogóle nie polubiłam głównych bohaterów. Olivia wydawała się okropnie infantylna, jakby była pępkiem świata, który nie musi słuchać nikogo ani zwracać na nic uwagi - liczy się ona i tylko ona. Nawiązywanie koleżeńskich relacji - dajcie spokój, ona ma być samotną wyspą i tyle. A szacunek do starszego od siebie trenera - że co takiego? Nie ma szans. Will wcale nie był lepszy, bo już od samego początku skreślił dziewczynę z listy swoich uczennic twierdząc w duchu, że będzie mu ona sprawiała zbyt dużo zmartwień, że jest zbyt niereformowalna jak na jego możliwości - ha, dobre sobie! Na treningach zaś wyciskał z niej siódme poty, aby, no nie wiem, pokazać jej, iż wcale nie jest taka dobra jak jej się wydaje? Pewnie to było coś w tym stylu... Nie kupuję takich postaci. Nie, totalnie nie. Dlatego jestem szczerze wdzięczna autorce za zmianę kierunku tej okropnej relacji i stylu bycia obojga bohaterów.
Z czasem, postacie pierwszoplanowe jakby trochę się otrząsnęły, poszły po rozum do głowy i stały się nie dość, że znośne, to i do polubienia. Olivia, jakby pod czujnym wzrokiem Willa, zaczęła zrzucać swoją tarczę i, z początku bardzo niechętnie, ukazywać swoje inne oblicze. Mężczyzna przez cały czas bacznie obserwował nastolatkę, dlatego nie umknęły mu jej chwile słabości, przez które był w stanie wyciągnąć z niej coś więcej, jakieś strzępki informacji o niej samej... Aż w końcu oboje zaufali sobie na tyle, aby rozmawiać o tym, jak w ich życiu jest naprawdę. Muszę przyznać, iż te wersje bohaterów przykuły moją uwagę o wiele bardziej, niż te wcześniejsze - zamiast przerzucać kartki znudzona, ziewając co chwilę, zaczęłam bacznie śledzić ich losy, bo stały się one po prostu bardziej emocjonalne i uczuciowe, co jak najbardziej wyszło książce na wielki plus.
„(...) czasami lepiej się przyznać do pewnych rzeczy, niż udawać, że nie istnieją.”
O samej fabule nie mogę opowiedzieć Wam zbyt dużo, bo to już pewnie będą spoilery, a zaspoilerować komuś książkę, to grzech najcięższy. Cóż, odniosę się więc może do tego, co już mamy. A więc - trochę mniejsza, ale nadal - klasyka gatunku: buntownicza nastolatka przeprowadza się do nowego miejsca, gdzie z założenia nienawidzi nikogo, a w szczególności swojego niesamowicie przystojnego trenera... I vice versa. Tylko że dziewczyna nie jest naprawdę taka, za jaką się podaje, co mężczyzna zaczyna powoli dostrzegać. Próbując rozgryźć swoją młodą, piękną podopieczną zaczyna czuć coś, czego czuć nie powinien, przez co w ich relacji zaczynają się schody. Brzmi dość schematycznie, choć to tylko pozory, bo ta powieść kryje w sobie o wiele, wiele więcej, niż można się po niej spodziewać. Miłostki, owszem, są, ale w tak świetnej formie, przede wszystkim niezbyt nachalnej, że nie mam się pod tym kątem o co przyczepić. Pierwszymi skrzypcami tej powieści jest walka z przeszłością, z demonami, które w żaden sposób nie chcą odejść. To historia o tym, że nie ważne jakby się chciało, nie zdoła się przeżyć swojego życia w samotności, szczególnie, gdy to właśnie przeszłość trzyma Cię za nogę i nie daje zrobić kroku na przód, ku przyszłości, a Twoją jedyną deską ratunku jest drugi człowiek. Z ręką na sercu przyznaję się Wam do tego, że sięgnęłam po tę książkę tylko po to, aby na chwilę oderwać się od szarej, uczniowskiej rzeczywistości... Tylko że jak już usiadłam z tą powieścią na fotelu, to wstałam dopiero po przeczytaniu 432 stron - tak niesamowicie pochłonęła mnie ta historia.
Styl pisania Elizabeth O'Roark jest prosty, dość lekki... ale też trochę irytujący. Nie wiem, czy to wina samej autorki czy tłumacza, ale niektóre z wyzwisk Olivii kierowanych do Willa było po prostu, eeh, słabe i na poziomie przedszkola - właśnie przez to z początku odrzucała mnie ta książka. Trochę później było z denka lepiej, ale to nadal nie jest to, co chciałabym czytać na dłuższą metę, bo o ile sam pomysł na fabułę wydawał mi się genialny - pomimo dość oczywistego punktu kulminacyjnego i finału - tak pióro spaprało cały efekt wow.
„Wobec zagrożenia ludzie albo się kryją, albo atakują.”
Pora kończyć ten wpis, bo wyszedł o wiele dłuższy niż się spodziewałam. A więc słowem podsumowania: „Przebudzenie Olivii” nie jest z pewnością najlepszym romansem jaki kiedykolwiek przeczytałam ani nie będę o nim pamiętać latami, jednak w jakiś sposób mnie poruszył. Pimimo swoich wad w wykonaniu, bardzo dobry pomysł na fabułę, gdzie przeszłość nie chce dać o sobie zapomnieć, a przyszłość nie maluje się w zbyt jasnych kolorach, nadrabia tę niedogodność.
~Wilcza Dama
Za możliwość przeczytania powieści serdecznie dziękuję


Widzisz? Dotarłam i do Ciebie! Lubie romanse od wydawnictwa kobiecego i widziałam ten, a też słyszałam wiele razy, że jest porównywalny do "Hopeless". A że lubię "Hopeless" to tej książki jestem naprawdę ciekawa, ale nie było nam jeszcze po drodze by trafiła do mojej biblioteczki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
books-hoolic.blogspot.com
Widzę, widzę, i bardzo się cieszę, że Cię tutaj widzę! ♥
UsuńJa również je bardzo lubię, ale już nauczyłam się nie ufać wszystkim pozycjom z pięknymi okładkami... Ale że tyle świetnym premier się szykuje w tym roku, to aż żal ich nie sprawdzić. ;)
Mam nadzieję, że kiedyś ją zdobędziesz i sama wyrobisz sobie o niej zdanie. ^^
Oby tak właśnie było! :)
Usuń♥
UsuńJa chyba niestety mam problemy z taką literaturą, poza tym okładka mnie odrzuca...
OdpowiedzUsuńAle cieszę się, że Tobie się podobała :) Świetna recenzja (nie uważam żeby była za długa ;D)
Ściskam, G.
bookish-shark.blogspot.com
No cóż - mówi się trudno i czyta coś innego (mi też ta okładka w ogóle nie przypadła do gustu). ;)
UsuńDziękuję za miłe słowa! ♥
Lubie tego typu romanse i są one dla mnie świetnym oderwaniem się od codziennych obowiązków. Mimo że nie lubię postaci na okładkach ta całkiem mi się podoba :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do mnie :)
Grovebooks.com
Rzeczywiście, okładka nie powala, ale wnętrze prezentuje się o niebo lepiej, więc jeśli tylko najdzie Cię ochota, to szczerze polecam. ;)
Usuń