Tytuł: Wyrwa
Tytuł oryginalny: ---
Autor: Wojciech Chmielarz
Liczba stron: 383
Wydawnictwo: Marginesy
Tytuł oryginalny: ---
Autor: Wojciech Chmielarz
Liczba stron: 383
Wydawnictwo: Marginesy
„Żmijowisko” okazało
się sukcesem na tyle dużym, iż doczekało się ekranizacji w postaci serialu od
Canal+, a następująca po nim „Rana” zapewniła sobie prawa do ekranizacji
jeszcze przed premierą.
A teraz nadszedł czas
na „Wyrwę” i wielką niewiadomą, którą ze sobą niesie.
Życie Macieja
Tomskiego w jednej chwili się wali, gdy dowiaduje się o śmierci żony – kobieta miała
wypadek samochodowy, do którego doszło z nie do końca wiadomych przyczyn. Od
tego momentu mężczyzna sam musi zajmować się domem i dwójką córek, a także ich
oraz własnymi demonami niedającymi spokojnie zasnąć.
Może w jakiś sposób
przyczynił się do jej śmierci?
Dlaczego kobieta miała
wypadek w miejscu, w którym przecież nie powinno jej być?
Może wcale nie znał
własnej żony tak dobrze, jak się wydawało?
Kim był ten dziwnie znajomy
mężczyzna na jej pogrzebie?
Co przed nim ukrywała
i dlaczego?
„Jesteś wolny, przyznaję. Jednak co to za wolność
, kiedy wszyscy inni tkwią w klatkach?”
Zawsze mam trudność z
tym, aby do danej książki spokojnie przysiąść i oddać się historii w pełni. Tak
było i w przypadku „Wyrwy” – otrzymałam egzemplarz już jakiś czas temu, jednak
natłok szkolnych i domowych obowiązków sprawił, że dopiero wczoraj, dzień przed
premierą, udało mi się chwycić za tę powieść. Jakaż ja byłam podekscytowana!
Nigdy nie ukrywam, że prozę
pana Chmielarza bardzo lubię, ponieważ autor potrafi mnie zaskoczyć jak mało
kto, no i przy okazji pochłaniam jego powieści w błyskawicznym tempie ze
względu na bardzo przystępny i prosty język, którym zgrabnie operuje. Tak było
i w przypadku najnowszej książki, wyrywającej mnie z gracją z codziennej
monotonii i wrzucającej w sam środek tragicznych ludzkich spraw i jeszcze
bardziej mrocznego dążenia do poznania ich stanu zapalnego. Od rana do wieczora
czytałam, a moimi jedynymi przerwami były lekcje (nawet to jest nie do końca
prawda, bo i na nich przeczytałam kilka bądź kilkanaście stron), ponieważ
po prostu nie byłam w stanie się oderwać.
Do stylu nie mam
absolutnie żadnych zastrzeżeń, ponieważ czuć w nim duszę autora, która
towarzyszy całej jego twórczości. Podobnie jest z samym pomysłem, dającym wiele
opcji dróg do obrania, jeśli chodzi o poprowadzenie fabuły i zaskoczenia
czytelnika. Dobrym pomysłem okazało się również pomieszanie różnych rodzajów
narracji – z początku dostajemy pierwszoosobowe spojrzenie na sprawę oczami głównego
bohatera, jednak w pewnym momencie jego narracja przeplata się z trzecioosobową,
pokazując nam historię ze strony innego, również istotnego dla tej historii bohatera.
Jednak nie wszystko w
tej powieści tak doskonale się prezentowało, jak wyżej wymienione przeze mnie
aspekty.
„Tak bardzo chcieliśmy być dorośli i odpowiedzialni, że zapomnieliśmy o tym, czego kiedyś pragnęliśmy. A kiedyś pragnęliśmy przede wszystkim być szczęśliwi.”
A więc co my tu
jeszcze mamy?
Głównego bohatera,
to oczywiste. A także wiele związanych z nim sytuacji, nie do końca będących dla
mnie na miejscu.
Z samą osobą Macieja nie
miałam większych problemów, ot – człowiek, słodko-gorzki. Dorosły facet, który
chciałby od życia czegoś więcej, ale nie jest zbyt bojowo nastawiony, aby
postawić na swoim. Tak w życiu bywa. Czasem jest też tak, iż traumatyczne przeżycia
sprawiają, że robimy rzeczy, o których nawet byśmy nie byli w stanie wcześniej
pomyśleć. Tak też bywa, owszem. Jednak w „Wyrwie”, w pewnym momencie robi się
dość absurdalnie, żeby nie powiedzieć surrealistycznie. Postać, o której mowa,
wyrusza w podróż, aby spotkać kogoś i wymusić parę odpowiedzi na jego pytania.
I owszem, dochodzi do spotkania, tylko że wygląda ono dość… osobliwie. I to nie
tylko moje zdanie, ponieważ rozmawiałam z bratem (któremu wcisnęłam tę powieść
zanim sama ją przeczytałam) i zgadza się on ze mną co do tego, że najnowsza
powieść Wojciecha Chmielarza to raczej historia spod znaku literatury
obyczajowej i sensacyjnej, a nie, jak twierdzi napis na odwrocie: thriller
psychologiczny. Opcja psychologiczna? W jakimś stopniu na pewno. Niemniej od thrillera
wymagam choć chwili poczucia niepewności, pewnego rodzaju spięcia mięśni w
oczekiwaniu na to, co nieznane, a ta książka mi tego nie zapewniła.
Wojciech Chmielarz pisze
bardzo dobre powieści, fantastycznie kreuje bohaterów i ukazuje czytelnikom historie
przystępne dla każdego – czy to mola książkowego, czy osoby sięgającej po książki
od święta. Jest przenikliwy, do bólu szczery i swojski, jednak od czasu do
czasu, choć wszystko wydaje się spójne i logiczne, to po dłuższym zastanowieniu
łatwo zauważyć, że granica przesady została przekroczona.
Niemniej „Wyrwę” z czystym
sumieniem polecam, bo w gruncie rzeczy to dobra książka, a nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, iż bardzo dobra, tylko że
na liście historii stworzonych przez tego autora można znaleźć jeszcze lepsze.
Za możliwość przeczytani książki "Wyrwa" serdecznie dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz